Oj dawno na blogu nie było denka. Uzbierało się trochę pustych opakowań, a ile w między czasie zostało wyrzuconych. Mimo to przygotujcie się na to, że post będzie długi. Jest dużo pielęgnacji, ale i kolorówka się pojawi. Tak więc kubek w dłoń i zapraszam do lektury.
Nazbierało mi się znowu trochę pustych opakowań, czas zatem na kolejne denko na blogu. Mam wrażenie, że nie jest to wszystko, parę rzeczy wylądowało chyba w koszu, ale i tak jest co pokazać. Przygotujcie się na długi post, bo ostatnie denko było w lipcu, także ten..Kubek w rękę i zapraszam do lektury.
Na pierwszy ogień idą żele pod prysznic. Ostały mi się opakowania tylko z dwóch, a było ich dużo więcej.
Żel po prysznic Isana young Vintage fashion edycja limitowana
Przyjemnie mi się go używało. Ładnie pachniał, nie wysuszał skóry. Mogłabym go ponownie kupić, gdyby się jeszcze pojawił w Rossmannie.
Żel pod prysznic z ekstraktem z plumerii
Równie przyjemny w użyciu jak wspomniany wyżej, jednak zapach nie urzekł mnie na tyle, by kupic go ponownie.
Antyperspirant Nivea dry comfort
Używam odkąd się pojawiła ta wersja. Bardzo lubię, przyjemnie pachnie, nie podrażnia (nakładany nawet po goleniu). Ostatnio zdradziłam go dla innego produktu tego typu, jednak nie oznacza to, że ten nie wróci na moją półkę w łazience.
Antyperspirant LadySpeedStick fresh 24h protection wersja żelowa
Swego czasu miałam wersję tą w sztyfcie, jednak nie przypadła mi do gustu taka sucha formuła antyperspirantu. Gdy skończyła mi się moja ulubiona Nivea, postanowiłam wypróbować wersję żelową i to był strzał w dziesiątkę! Zapach-bomba, bardzo długo utrzymuje się na skórze, nie podrażnia, niweluje w pewnym stopniu pocenie. Jednak trzeba uważać, bo nie wszystkie wersje są tak samo dobre. Kupiłam inny zapach i totalna porażka. Ale do tego wrócę na pewno.
Płyn do płukania ust Listerine Zero
Zużywam tego dosłownie litrami, więc nie dziwi, że znowu pojawia się w denku. Jest to mój ulubiony płyn do płukania i jego zamiennika nie udało mi się jeszcze znaleźć.
Suchy szampon Batiste heavenly volume
Pierwszym suchym szamponem, z którym miałam styczność z tej firmy, była wersja wiśniowa. Przypadła mi do gustu bardzo. Ta niestety już nie była taka fajna. Obciążała nieco włosy, wręcz je sklejając, gdy zbyt dużo się go użyło. Nie psikałam go na włosy z taką przyjemnością, jak poprzednią wersję.
BeBeauty zmywacz lakieru hybrydowego ultra strong
Przyznam szczerze, że kupiłam ten zmywacz z ciekawości, bo polecali go na grupie paznokciowej. Do zdejmowania hybryd używałam początkowo acetonu, który bardzo mi pogorszył stan płytki paznokci, później frezarki. Muszę przyznać, że ten zmywacz radził sobie lepiej ze zdejmowaniem hybryd niż aceton. Używając go, nie zauważyłam, żeby płytka się niszczyła, a i nie wysuszał tak okolic paznokci jak aceton. Kupiłam nową buteleczkę - zmieniło się opakowanie, mam nadzieję, że zawartość pozostała bez zmian.
Bawełniane chusteczki kosmetyczne do pielęgnacji twarzy Tami
Odkrycie 2017 roku. Odkąd je odkryłam przestałam używać ręczników papierowych do wycierania twarzy. Tylko one idą w ruch. Jest to już niezliczone pudełko.
MincerPharma Vitamins Philosophy wzmacniające serum do dłoni i paznokci
Moje odkrycie 2017 roku. Pięknie pachnie, mega szybko się wchłania. Odkąd go używałam, nie miałam w ogóle problemu s suchymi skórkami w okół paznokci, co u mnie zawsze było zgrozą. Na pewno jeszcze trafi w moje ręce.
Receptura Babuszki Agafii tradycyjny syberyjski szampon przeciw wypadaniu włosów
Niestety szampon ten dostał u mnie miano bubla 2017 roku. Używało się go bardzo przyjemnie, włosów podczas mycia wypadało mniej niż wcześniej. Niestety dostałam przy dłuższym jego stosowaniu takiego łupieżu, że nie mogłam tego ogarnąć.
Krem do twarzy Pose Spa Herbal Face Cream
Trafił do mnie w pudełku Liferia. Przyznam, że miałam wobec niego duże wymagania, w końcu to krem za ponad stówę. Miał koić, równoważyć oraz relaksować skórę niczym sesja w SPA, dzięki algom, aloesowi i zielonej herbacie. Krzywdy nie zrobił, ale szału też nie. Do tego, jak dla mnie, śmierdział sfermentowanym piwem, gdy się go nakładało na twarz. Jak dla mnie, nie wart swojej ceny.
Tlenowy krem-żel na dzień O2Skin
Trafił do mnie z pudełkiem Urok. Posiadał lekką żelową konsystencję, przyjemnie nawilżał i uelastyczniał skórę, nadawał się pod makijaż. Lubiłam go używać.
Krem regenerujący kojący podrażnienia AA Help+
Jeden z moich ulubionych kremów na noc. Ulubieniec w 2016 roku, a i w 2017 chętnie po niego sięgałam, zużywając nie jedno opakowanie. Cudownie wycisza skórę przez noc, niweluje zaczerwienienia, po jakichś nieprzewidzianych 'przyjaciołach'. Na pewno do niego będę wracać.
Krem na noc Skin Drench
Trafił do mnie w pudełku Liferia. Przyjemnie mi się go używało. Koił podrażnienia, nawilżał, dogadywał się z serami. Jego minus to cena: ponad 120zł. Gdybym miała wybrać czy ten czy AA, to jednak wybieram ten z AA, bo za jeden Skin Drench mogę mieć 3 a nawet 4 kremy AA, a działanie mają bardzo podobne.
Zimowy krem do twarzy -20 Protect Farmona
Trafił do mnie w ShinyBoxie. Przeznaczony do każdego rodzaju skóry, szczególnie wrażliwej i naczynkowej. Niby tłusta, ale jednocześnie lekka formuła, która szybko się wchłania. Przyjemnie było go używać podczas mrozów.
Bioderma Sensibo Eye kremowy żel pod oczy
Krem jest delikatny, nie podrażnia, dość wydajny. Spokojnie można nakładać pod makijaż. Jakichś spektakularnych efektów nie zauważyłam podczas stosowania, ale też nowe zmarszczki się nie pojawiły.
Podwójny program liftingujący okolice oczu Anew Avon
Produkt nieco inny niż standardowe kremy pod oczy. Mamy tutaj krem pod oczy oraz żel na powiekę. Szybko się wchłania, nie podrażnia, nadaje się pod makijaż, jednak trzeba uważać aby nie przesadzić, bo wtedy mogą się kosmetyki rolować. Minusem jest słoiczek, z którego ciężko wydobyć produkt mając długie paznokcie. Bardzo wydajny.
Było też trochę produktów do demakijażu.
Płyn micelarny Selfie Project
Niby dobrze mi się go używało, ale jednak nie do końca byłam z niego zadowolona. Bardziej tak zużyłam go, żeby zużyć, niż z przyjemności. Produkt ten, według tego o czym informuje nas producent na opakowaniu, jest dla skóry młodej. Widocznie moja cera po 30-tce jest już dla niego za stara.
Płyn micelarny Biolaven
Ten produkt to dla mnie jedna z większych zagadek. Przez wielu zachwalany, na mnie nie zrobił większego wrażenia. Najbardziej drażnił mnie jego zapach. Jak dla mnie podczas aplikacji na twarz śmierdział domestosem. Tak domestosem, co nie zachęcało do jego używania. Dopiero po jakimś czasie wyczuwalna zaczęła być mięta z winogronem. Przemęczyłam się z nim do końca, ale ponownie nie kupię.
Woda różana Bielenda
Najczęściej używałam ją do zmycia maseczek i w tej roli spisywała się bardzo fajnie. Trochę mi przeszkadzał długotrwale utrzymujący się na twarzy zapach różany (babciny, jak to nazywa mój mąż), ale jakoś to przebolałam.
Woda micelarna Allverne
Kolejne odkrycie 2017 roku zdenkowane. Bardzo się polubiłam z tym produktem. Łatwo zmywa makijaż, nie podrażniając przy tym skóry. Przyznam bez bicia, że trochę produktu zmarnowałam, bo spadł mi w łazience na podłogę i wylała się jego część, nad czym bardzo ubolewałam. Ale mam zrobiony zapas mniejszych opakowań. Martwi mnie tylko jedna rzecz, nie widzę tej dużej butli już w Hebe, a małe były ostatnio na wyprzedaży. Będę musiała polować na nią w sieci.
Różany tonik do twarzy Evree
Kultowy, wszystkim znany produkt. Ja go miałam jeszcze w starym opakowaniu. Na początku nie mogłam się zbytnio do niego przekonać, używając go najczęściej jako mgiełkę wykańczającą makijaż, w roli której sprawdza się świetnie. Gdy pokończyły mi się inne toniki, zaczęłam go używać w tej właśnie roli i z czasem polubiłam go bardzo. Tutaj zapach jest mniej drażniący niż wody różanej z Bielendy. Jakaś inna odmiana zapachu różanego się ulatnia z niego, dużo przyjemniejsza.
De-makijaż dwufazowy płyn do demakijażu oczu Ziaja
Chyba najbardziej znany płyn dwufazowy Ziaji, a także dość lubiany sądząc po recenzjach w internecie. Mnie ten produkt nie urzekł, szczypał mnie w oczy. Przy usuwaniu wodoodpornego makijażu musiałam się nieźle namachać, by go zmyć. Nie polubiliśmy się.
Liście zielonej oliwki oliwkowy płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust Ziaja
Młodszy brat wspomnianego wyżej płynu dwufazowego. Jak dla mnie dużo lepszy, choć nie idealny. Wzmocnienia rzęs, które obiecuje nam producent, nie zauważyłam. Z wodoodpornym makijażem radzi sobie lepiej niż poprzednik, ale też nie schodzi on po jednym przetarciu wacika.
Żel do demakijażu oczu Tołpa Dermo Face Physio
Trafił do mnie w pudełku Liferia. Zupełnie inna konsystencja, przez to że żelowa, pozostawia nieco tłustej warstwy w okół oczu, ale ta szybko się wchłania i tak jakby nieco nawilżała te okolice. Niestety przez tą konsystencję nieco rozmazuje makijaż, co jest minusem. Ogólnie jednak przyzwoity produkt.
Demakijaż łągodny płyn do oczu i ust L'oreal Paris
Z całej czwórki zdecydowanie najlepszy produkt. Najprzyjemniej, najdelikatniej i najszybciej zmywa makijaż, nie podrażniając przy tym oczu. I z wodoodpornym sobie radzi bardzo przyzwoicie.
Pasta do mycia twarzy Fresh&Natural
Produkt, którego konsystencja była zupełną nowością u mnie do mycia twarzy. Zwykle były to pianki bądź żele. Stosowało mi się ją bardzo przyjemnie, bez problemu domywała twarz, jednak przez to, że jej okres ważności do zużycia to 3 miesiące od otwarcia, nie udało mi się jej zużyć do samego końca. nie wiesz kiedy mija 3 miesiące? Poznasz po zapachu. Myślę, że kiedyś do niej wrócę, ale chcę przetestować jeszcze inne formy takich produktów, m.in. balsam Czarszki i olejki do demakijażu.
Nie zabrakło również innych produktów pielęgnacyjnych.
Rewitalizujący tonik do twarzy Kueshi
Trafił do mnie z ShinyBoxem. Dość szybko mnie do siebie przekonał. W kontakcie z twarzą pozostawia taką jakby żelową warstwę, która szybko się wchłania, pozostawiając skórę przyjemnie miękką w dotyku. Drażniący może być zapach, który był dość intensywny i długo się utrzymywał na skórze, jednak z czasem się do niego przyzwyczaiłam.
Produkt ten też trafił do mnie z ShinyBoxem i stał się odkryciem 2017 roku. Jest to mój niezbędnik na gorsze dni mojej cery. Szybko łagodzi wszelkie podrażnienia i zmniejsza nieprzyjaciół przez noc.
Balsam do ust Carmex
Mój ulubiony balsam do ust. Na promocjach Rossmannowych zawsze robię jego zapasy. Mam inne produkty do ust, ale Carmexa zużywam najwięcej i nie może go zabraknąć na mojej toaletce.
Produktu przyjemnie się używało. Szybko się wchłaniał, współgrał z kremami, skóra była przyjemnie miękka w dotyku po nim, jakaś taka jakby bardziej napięta. Całkiem fajnie się zgrał z moją mieszaną cerą.
Super Power Mezo Serum aktywne serum korygujące Bielenda
Do tego produktu robiłam kilka podejść. Początkowo nie byłam nim zachwycona, robiłam przerwy w jego stosowaniu. Ale w końcu się zawzięłam i zaczęłam stosować go regularnie. I okazało się to strzałem w dziesiątkę! Zauważalnie zmniejszyły mi się pory, skóra mniej się świeci. Świetnie sprawdza się pod minerały. Stosuję go 4 razy w tygodniu, najczęściej nie nakładam już na niego kremu. Kupiłam już kolejne opakowanie, więc o czymś to świadczy.
Argan Face Oil uszlachetniony olejek arganowy + kwas hialuronowy Bielenda
Coś Bielenda opanowała moją pielęgnację. Olejek to był pierwszy z tych trzech wspomnianych produktów. Mimo mieszanej cery spróbowałam go używać na noc do nawilżenia skóry. Byłam z niego zadowolona, przestałam mieć problemy z suchymi policzkami. Krzywdy mi nie zrobił, jednak robiłam częste przerwy w jego stosowaniu, bojąc się zapchania skóry.
Zdenkowałam również coś z kolorówki. Szok.
Perfect Beauty by Ados Mascara Zoom Lash Extreme Black
Tusz posiada silikonową szczoteczkę, czyli taką, jakie lubię w tuszach najbardziej, lekko zwężana na końcu. Lubiłam ten tusz. Może nie tworzył na rzęsach efektu wachlarza sztucznych rzęs, jednak przyjemnie je rozdzielał, lekko wydłużał, nie sklejał i pozostawał na swoim miejscu przez cały dzień. Na co dzień był ok.
Mascara 4D Smart Girls Get More
Kolejny tusz z silikonowa szczoteczką. Kosztował grosze, a zrobił na mnie na prawdę dobre wrażenie. Bardzo lubiłam go używać. Rzęsy były po nim naturalnie podkreślone, lekko wydłużone, pogrubione i ładnie rozczesane.
Mascara pogrubiająca, stymulująca wzrost rzęs Growing Lashes Wibo
I znowu tusz z silikonową szczoteczką., ale ten nieco specyficzny: krótka, trochę jakby kwadratowa końcówka. Efektu wow nie robił, dość szybko wysechł i zaczął się kruszyć na rzęsach, nie zauważyłam również obiecanego przez producenta wzrostu rzęs. Ale ma jeden plus, który przemawia za jego ponownym zakupem: najlepszy jaki dotąd miałam tusz do podkreślania dolnych rzęs i na nich lądował najczęściej.
Sparkling Star Mascara P2
Tusz z tradycyjną szczoteczką, ale nie przesadzonej wielkości. Niestety jak dla mnie ten tusz nie robił nic! Tyle tylko, że po prostu był na rzęsach. ani ich nie wydłużał, ani nie pogrubiał, ani też za specjalnie nie przyciemniał. Nie polubiliśmy się.
Podkład kryjący HD Liquid Coverage Foundation 010
Dawno już nie zdenkowałam podkładu. To świadczy o tym, że był on przeze mnie dość mocno eksploatowany. Produkt o którym było głośno w internetach. Jedni kochają, inni nienawidzą. Ja jestem tą osobą, która jest tak trochę po środku. Pierwszy kontakt z nim był super: żaden podkład nie wyglądał tak dobrze na mojej twarzy jak on (nawet mój mąż zwrócił uwagę, że dobrze wyglądam po całym dniu i się nie świecę). Przy dłuższym stosowaniu coraz gorzej prezentował się na twarzy, a i moja cera zaczęła gorzej wyglądać. Mam drugie jego opakowanie, ale używam go już tylko raz na jakiś czas, więc nie zdenkuje tak szybko jak to.
Uf, dobrnęliśmy do końca. Nazbierało się tego trochę. Zdecydowanie częściej muszę publikować denko, np. gdy uzbiera się już 10 produktów, bo mi tylko te puste opakowania miejsce zajmują w łazience. Oczywiście w między czasie przewinęła się też tona płatków kosmetycznych i tego typu rzeczy, ale szkoda o nich nawet wspominać, bo wtedy ten post by nie miał końca.
Znacie któryś z produktów, który znalazł się w denku? A może wy ostatnio zużyliście jakiś fajny produkt? Wspomnijcie o nim w komentarzu, chętnie poznam coś nowego.
💋
Ostatnio zdenkowałam kilka produktów pielęgnacyjnych. W kilku słowach przekaże Wam czy się u mnie sprawdziły czy nie oraz co o nich myślę. Zapraszam na dalszą część posta.
Szampon wzmacniający do włosów osłabionych i wypadających RADICAL
W okresach wzmożonego wypadania moich włosów (konkretną ich garść wtedy wyciągam z wanny) sięgam po ten szampon (to już nie pierwsze opakowanie). Dobrze oczyszcza włosy, przy dłuższym stosowaniu zauważalne jest wzmocnienie włosów, jednak z drugiej strony moje włosy po nim, bez użycia odżywki, są nie do rozczesania. Myślę, że do codziennego stosowania bym go nie używała, ale mi wystarcza mycie włosów 2 razy w tygodniu i do tego nadaje się idealnie.
Suchy szampon do włosów BATISTE wiśniowy
Fanem suchych szamponów nigdy nie byłam, ze względu na ten biały szron, który pozostawiały na moich ciemnych włosach. Pewnego dnia, skuszona promocją, bodajże w Super-Pharm, zakupiłam wiśniową wersję tego szamponu A niech sobie leży, może kiedyś się przyda - pomyślałam. Nadszedł dzień, w którym potrzebowałam na szybkiego odświeżyć włosy przed spontanicznym wyjściem i wtedy pierwszy raz go użyłam. To była miłość od pierwszego użycia! Włosy odświeżone, uniesione u nasady, zero białego nalotu. Dla mnie ideał. Od tamtej pory zawsze w szafce łazienkowej stoi opakowanie gotowe do użycia w awaryjnej sytuacji.
Płyn micelarny do demakijażu BALNEOKOSMETYKI MALINOWY ZDRÓJ
Jeżeli jesteście ze mną od dłuższego czasu to wiecie, że mam swój ulubiony płyn micelarny (pisałam o nim tutaj). Ten płyn trafił w moje ręce w marcowej Liferii. Jest przeznaczony do cery wrażliwej i normalnej. Mimo, że jestem posiadaczką cery mieszanej, muszę przyznać, że bardzo przyjemnie się go stosowało. Całkiem szybko rozpuszczał makijaż, nie było potrzeby długiego tarcia. Pozostawia lepką warstwę, jednak dla mnie to nie problem, ponieważ ja po użyciu płynu myję jeszcze twarz pianką/żelem. Jedyne co mu mogę zarzucić ze swojej perspektywy, to nie bardzo nadaje się do usuwania makijażu oczu - moje zdecydowanie się z nim nie polubiły.
Żel do mycia twarzy z luffą MINUS 417
Żel trafił do mnie z kwietniowym ShinyBoxem. Polubiliśmy się. Ma dość płynną konsystencję, drobinki luffy delikatnie wyczuwalne oraz przyjemny zapach. Nie jest to produkt mocno inwazyjny, delikatnie oczyszcza nie wysuszając przy tym skóry, nie pieni się jakoś mocno. Po zastosowaniu skóra jest delikatna i przyjemna w dotyku. Gdyby nie wysoka cena, jak na żel do mycia twarzy, pewnie bym go jeszcze zakupiła.
Wiesiołkowy tonik NATURALIS
Trafił do mnie w marcowej Liferii. Szybko zaczęłam go stosować i dość szybko się polubiliśmy. Tak jak obiecuje producent po jego nałożeniu skóra jest wygładzona, przyjemna w dotyku i gotowa do nałożenia odpowiedniego kremu. Na pewno jeszcze się spotkamy.
Intensywnie nawilżający krem na dzień VitaC Infusion MINCER
Krem ten trafił do mnie w grudniowym ShinyBoxie. Początkowo byłam do niego sceptycznie nastawiona z uwagi na to, że jest do wszystkich typów cery, a jak wiadomo co jest do wszystkiego, to jest do niczego. Jednak ten produkt mnie pozytywnie zaskoczył. Bardzo przyjemnie mi się go używało, idealnie spełniał się w roli bazy pod podkład. Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam wygładzenie skóry. Muszę się przyjrzeć bliżej pozostałym produktom z tej serii.
Regeneracyjny krem pod oczy L'ORIENT
Trafił do mnie ze styczniowym ShinyBoxem. Krem miał lekką konsystencję, szybko wchłaniał się w skórę, nie rolował się, był idealną bazą pod korektor pod oczy (optycznie niwelował zagłębienia zmarszczek). Nałożony, zwłaszcza na noc, koił podrażnienia okolic oczu. Jeżeli nie trafię na nic lepszego, pewnie do niego jeszcze wrócę.
Antyperspirant w kulce Dry Comfort NIVEA
Odkąd pierwszy raz użyłam tego antyperspirantu (a było to już dość dawno) pozostaję mu wierna. Najlepiej się u mnie sprawdza. Przyjemnie pachnie, wyczuwalny charakterystyczny zapach produktów nivea, jednak z domieszką czegoś innego. Pocenia co prawda nie zatrzymuje, jednak niweluje brzydki zapach. Nie podrażnia, nakładam go nawet po goleniu i nic się nie dzieje.
Płyn do płukania jamy ustnej LISTERINE ZERO
Odkąd noszę aparat i muszę myć zęby kilka razy dziennie idzie mi tego rodzaju produktu dosłownie litrami. Jak dla mnie jest najlepszy: łagodny smak, odświeża oddech i co dla mnie istotne, nie podrażnia mi policzków, gdy borykam się z otarciami/aftami.
Pasta do zębów BLANX WHITE SHOCK
Nosząc aparat staram się unikać past wybielających, żeby po jego zdjęciu nie okazało się, że pozostaną mi przebarwienia pod zamkami. Tą próbkę, która była w jednym z boxów, zużywałam dosyć długo w kryzysowych sytuacjach, gdy np. zafarbowałam sobie zamki jakimś jedzeniem. Spisywał się wtedy wzorcowo. Czy wybiela zęby nie powiem, bo nie stosowałam jej codziennie.
I to wszystkie zdenkowane w ostatnim czasie produkty pielęgnacyjne. Oczywiście były jeszcze jakieś płatki kosmetyczne i tym podobne rzeczy, ale uznałam, że nie ma co o nich wspominać.
Znacie któryś z tych produktów? Coś ostatnio wykończyłyście godnego polecenia? Czekam na odpowiedzi w komentarzach.
💋
No i nadszedł koniec roku..I znowu będziemy rok młodsi..taa chciałoby się😉 niestety znowu nam przybędzie w metryce. Przecież nie tak dawno witaliśmy 2016 a już przychodzi nam go żegnać. Czy Wam też tak ten czas szybko ucieka? Mam wyrażenie, że jeszcze z 10 lat temu jakoś tak wolniej te dni mijały..no ale podobno po 20-tce czas płynie szybciej, to może to przez to tak zapiernicza dzień za dniem.
Przełom roku, to zwykle czas podsumowań, nowych planów. Nie inaczej będziesz też dziś w moim poście, o czym świadczy jego tytuł.









